Recenzja filmu: "Syberiada polska", reż. Janusz Zaorski
Pokonani
Podziwiając bezkresne syberyjskie przestrzenie z pędzącymi sarnami, kołyszącymi się smutno drzewami, dzikimi rozlewiskami, można poczuć oddech natury i pozazdrościć ekipie filmowej, która miała szczęście zobaczyć to na własne oczy.
Janusz Zaorski nakręcił najlepszy film przyrodniczy w swojej karierze.
Kino Świat/materiały prasowe

Janusz Zaorski nakręcił najlepszy film przyrodniczy w swojej karierze.

Janusz Zaorski, enfant terrible polskiego kina patriotycznego („Szczęśliwego Nowego Jorku”, „Matka Królów”), nakręcił najlepszy film przyrodniczy w swojej karierze, a że przy okazji chciał jeszcze sklecić opowieść o niedoli przesiedleńców gnębionych przez ruskich barbarzyńców, chwała mu za to. Wzruszeń w jego filmie jest co niemiara. A to zesłańcy odziani w cepeliowskie stroje smarują z poświęceniem twarze brunatną mazią mającą ich chronić przed gryzącymi muchami, a to w pełnej napięcia scenie podstępny enkawudzista każe recytować polskiemu dziecku antyrosyjski poemat, za co jego nauczyciel zostaje zesłany do łagru.

Ażeby wolno myślący widz tego archaicznego portretu mieszkańców wioski Czerwony Jar nie poczuł się przytłoczony nadmiarem pasjonujących wątków, autor nadał „Syberiadzie polskiej” przejrzystą dramaturgicznie strukturę, której odważny rytm wyznaczają mówiące wszystko daty: 1 września 1939 r., 17 września 1939 r., 9 maja 1945 r. Peter Weir, twórca dramatu o polskich sybirakach „Niepokonani”, miałby się czego uczyć od naszego mistrza.

 

Syberiada polska, reż. Janusz Zaorski, prod. Polska, 126 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj