Recenzja filmu: "Moja ulica", reż. Marcin Latałło

Trudny przypadek
Film przypomina chaotycznie nakręconą etiudę studencką z niewyważoną, reporterską formą, zaaranżowanymi scenami.
Portret zbiorowy łódzkiej rodziny.
Fundacja Magellana/materiały prasowe

Portret zbiorowy łódzkiej rodziny.

Dzieje rodziny Furmańczyków, łódzkich szwaczek, które od pięciu pokoleń mieszkają naprzeciwko zakładu pracy, fabryki włókienniczej założonej przez słynnego żydowskiego przemysłowca Izraela Poznańskiego, wydają się tematem jakby wyjętym z katalogu Kazimierza Karabasza. Wymarzonym dla dokumentalisty z cierpliwym okiem, pochylającego się z empatią nad biedą, gorzkim robotniczym losem, ciężką, fizyczną pracą, która nie stwarza żadnych perspektyw. Tym bardziej że po upadku komuny z tą pracą w rodzinie Furmańczyków było naprawdę źle. Zakłady Marchlewskiego zamknięto, ludzie poszli na bezrobocie. Fabrykę sprzedano francuskiemu inwestorowi, który sporo zainwestował, lecz nie w jej modernizację, tylko w przebudowę na stylowe centrum handlowo-rozrywkowe Manufaktura, największe tego typu w środkowo-wschodniej Europie. XXI w. to w życiu Furmańczyków katastrofa. Mąż jednej z córek za rozbój wylądował na cztery lata w więzieniu, głowa rodziny, bez prawa do zasiłku, od zawsze alkoholik, żyje ze sprzedaży wyciąganych ze śmietników puszek i makulatury, na jedzenie jest tyle co z renty babci. Nic tylko filmować.

Pomyślany jako smutna metafora polskich przemian po 1989 r. dokument Marcina Latałły „Moja ulica” ma olbrzymi potencjał, który pozostał jednak niewykorzystany. Film przypomina chaotycznie nakręconą etiudę studencką z niewyważoną, reporterską formą, zaaranżowanymi scenami. Mimo pozorów bliskości z bohaterami, autorowi nie udało się nawiązać z nimi głębszego kontaktu, dotknąć ich prywatności, pokazać, jacy są naprawdę. Zamiast przejmującego opisu ceny, jaką najmniej przystosowane jednostki płacą za transformację, wyłania się z tego nieciekawy obraz codzienności patologicznej rodziny.

 

Moja ulica, reż. Marcin Latałło, prod. Polska, 80 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj