Recenzja filmu: "Układ zamknięty", reż. Ryszard Bugajski

Zniszczeni przez układ
Domagaliśmy się od dawna ostrego, zaangażowanego filmu o Polsce współczesnej, no to go mamy.
Jedni zobaczą w „Układzie” metaforę skorumpowanej RP, inni zaś tylko agitkę przeciwko obecnemu układowi politycznemu.
Kino Świat

Jedni zobaczą w „Układzie” metaforę skorumpowanej RP, inni zaś tylko agitkę przeciwko obecnemu układowi politycznemu.

Jest ich trzech, jak w „Ziemi obiecanej”. W zasadzie mogliby nawet zacytować tamtych z miasta Łodzi – „ja nie mam nic, ty nie masz nic…” – ponieważ, przynajmniej w sensie materialnym, nie mają zbyt wiele. Ale są rzutcy, przedsiębiorczy, umieją znaleźć kontrahenta za granicą, a ponadto jest wśród nich prawdziwy geniusz komputerowy. Tacy jak oni nie mogą stać z boku, kiedy mniej zdolni biorą sprawy w swoje ręce. Właśnie otwierają zakład produkujący oprogramowania komputerowe; goście zwiedzający rozległe hale produkcyjne są pod wrażeniem. Kiedy zaczyna się bankiet, kamera pokazuje przez moment mężczyznę pozostającego na uboczu, który sączy wino i sprawia wrażenie, jakby myślami był poza tą imprezą. Jak się wkrótce dowiemy, to prokurator, w którego wciela się Janusz Gajos. Już to jedno ujęcie pozwala nam się domyślać, iż będzie negatywnym bohaterem filmu. Do układu, którego celem jest przejęcie akcji przedsiębiorstwa, przystępuje szef miejscowej izby skarbowej (Kazimierz Kaczor), lecz nie sposób zapomnieć o rozmowie tych dwóch z ministrem (Krzysztof Gordon), który przebiegiem zdarzeń jest osobiście zainteresowany. Wspomnieć trzeba jeszcze szefa lokalnej telewizji, który nie dopuszcza do głosu swego dociekliwego reportera. Co może trzech początkujących przedsiębiorców przeciw takiemu układowi? Będą metodycznie niszczeni, także fizycznie, co oglądamy na ekranie z rosnącym przerażeniem i niedowierzaniem. Zakończenie jest tylko z pozoru (prawie) happy endem, w istocie wprawia widza w jeszcze większe przygnębienie.

Jak przyznają producenci filmu, Gajos czytał pierwszą wersję scenariusza i uznał, że jest nazbyt publicystyczna oraz operuje tylko dwoma kolorami – białym i czarnym. Należy zatem domniemywać, iż podjęto starania, by usunąć ze scenariusza tego rodzaju schematyczne rozwiązania, co się jednak nie do końca udało. Najmniej fortunne wydają się retrospekcje z okolic marca 1968 r., mające wyjaśnić, w jaki sposób przyszły prokurator wszedł na złą drogę. Pomijając, że jest zapalonym myśliwym i już tylko za to można by go nie lubić. Z kolei jeden z biznesmenów zdradza żonę, co jest raczej mało oryginalnym sposobem „uczłowieczenia” pozytywnego bohatera. Nie te szczegóły będą się jednak liczyć w odbiorze filmu, lecz jego ogólna wymowa. Nietrudno przewidzieć, iż obraz Ryszarda Bugajskiego – jak wszystkie ważne filmy ostatnich lat – wpisany zostanie w nasz nieustający spór polityczny. Jedni zobaczą więc w „Układzie” metaforę skorumpowanej RP, inni zaś tylko agitkę przeciwko obecnemu układowi politycznemu.

Ale tu już naprawdę niewiele zależy od krytyków. Domagaliśmy się od dawna ostrego, zaangażowanego filmu o Polsce współczesnej, no to go mamy.

 

Układ zamknięty, reż. Ryszard Bugajski, prod. Polska, 120 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj