Recenzja filmu: "Reality", reż. Matteo Garrone
Włoski sen
Można tu wyczuć echa stylu Felliniego.
Aniello Arena gra uwiedzionego przez media konsumenta popkultury.
Film Point Group/materiały prasowe

Aniello Arena gra uwiedzionego przez media konsumenta popkultury.

Portale internetowe, tabloidy codziennie utwierdzają w przekonaniu, że warto być medialną sławą. O ciemnych stronach celebryctwa słychać jakoś rzadziej. Tym większe słowa uznania należą się Matteo Garrone, twórcy pamiętnej „Gomorry”, bezkompromisowego dramatu o neapolitańskiej mafii, który w „Reality” pochylił się nad smutnymi konsekwencjami mylenia rzeczywistości z fikcją kreowaną przez telewizję. Jego film łatwo zbyć wzruszeniem ramion. Przecież to tylko parodia śmieciowych reality show spod znaku „Big Brothera”. Otóż nie tylko. Garrone zajął się anatomią procesu utraty kontroli nad wyobraźnią. Bada wpływ, jaki wywierają elektroniczne media na zmianę stylu życia, na kreowanie ludzkich potrzeb, marzeń. Prosty człowiek z neapolitańskiej ulicy, biedny, sympatyczny sprzedawca ryb (Aniello Arena) jest kuszony wizjami cudownego, rajskiego żywota w towarzystwie znanych ludzi. Mieszając gatunki, oscylując na granicy komedii i poważnego dramatu psychologicznego, włoski reżyser tworzy portret narastającego obłędu przeciętnego konsumenta popkultury, który daje się uwieść magii i kłamstwu telewizyjnego obrazu.

Można tu wyczuć echa stylu Felliniego, zwłaszcza w początkowej, wizjonerskiej scenie przyjęcia z udziałem osobliwych indywiduów przybywających w złotej karecie na wesele. Chwaląc imponującą stronę wizualną „Reality”, nie sposób również nie docenić, że to jeden z najbardziej poruszających spektakli opisujących skalę upadku włoskiego społeczeństwa manipulowanego i ogłupianego przez magnatów w rodzaju Berlusconiego.

 

Reality, reż. Matteo Garrone, prod. Włochy, 115 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj