Recenzja filmu: "Pocałuj mnie", reż. Alexandra Therese Keining

Ona ją całuje
Prosta historia, dobrze opowiedziana, a jednak pozostawiająca wrażenie błahości, a nawet pewnej sztuczności, co może wynikać z trzymania się wszelkimi sposobami gatunkowej poprawności.
„Pocałuj mnie” jest typowym melodramatem, rozwijającym się wedle podręcznikowych prawideł.
Solopan/materiały prasowe

„Pocałuj mnie” jest typowym melodramatem, rozwijającym się wedle podręcznikowych prawideł.

„Pocałuj mnie” jest typowym melodramatem, rozwijającym się wedle podręcznikowych prawideł. Dobrana, szczęśliwa para snuje dalekosiężne życiowe plany. Do ślubu jednak nie dochodzi, bo jedno z nich nieoczekiwanie zakochuje się w kimś innym.

Zaskakującym elementem w „Pocałuj mnie” jest odwrócenie preferencji seksualnych głównych bohaterów. Zdradza dziewczyna (Ruth Vega Fernandez), zafascynowana otwartą osobowością rówieśniczki (Liv Mjönes).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną