Recenzja filmu: "Wypełnić pustkę", reż. Rama Burshtein
Miłość według kodeksu
Akcja filmu toczy się w kilku ciasnych wnętrzach.
Kameralny obraz życia wspólnoty żydowskiej.
AP Manana/materiały prasowe

Kameralny obraz życia wspólnoty żydowskiej.

Debiut fabularny Ramy Burshtein „Wypełnić pustkę” nasunie niektórym widzom skojarzenia z popularnymi romansami Isaaka Bashevisa Singera, zwłaszcza „Dworem” i „Spuścizną”. Filmowy świat wesel, narodzin i zgonów chasydów z Izraela nie różni się bowiem zbytnio od pełnego kryzysów, małżeńskich zdrad i religijnych rytuałów obrazu żydowskiej społeczności z fikcyjnej miejscowości Jampol. Mimo że filmowi brakuje powieściowego rozmachu, historycznego tła, szerszej panoramy losów, nie przekreśla to jego widowiskowych zalet. Akcja „Wypełnić pustkę” toczy się zaledwie w kilku ciasnych wnętrzach. Kamera w bliskich planach pokazuje głównie twarze. Dzięki temu nie pojawia się dystans, ma się wrażenie intymnego obcowania z bohaterami. Dla pobożnych członków ortodoksyjnej wspólnoty o wszystkim decyduje tradycja. Rygorystyczne przestrzeganie kodeksu, ich zadziwiająca pokora nie ulegają zachwianiu nawet w momencie najcięższej próby. Po śmierci jednej z trzech sióstr owdowiały mąż, któremu rozpadł się świat, zachęcony przez teściową, oświadcza się najmłodszej, 18-letniej Shirze (Hadas Yaron). Zostaje odrzucony. Pod naciskiem matki Shira ustępuje. Jedno słowo rabina uświadamia jej jednak, że godząc się na zaaranżowane małżeństwo, sama siebie oszukuje, tłumi prawdziwe emocje. Zaskoczenie budzi punkt widzenia reżyserki, bardziej apologetki tego zamkniętego, niewygodnego szczególnie dla kobiet świata niż jawnej buntowniczki. Niepostrzeżenie pytającej, czy na pewno zapewnia on wszystkim szczęście?

 

Wypełnić pustkę, reż. Rama Burshtein, prod. Izrael, 87 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj