Recenzja filmu: "Elizjum", reż. Neill Blomkamp

Świat w płomieniach
Kolejny przykład kina katastroficznego o doraźnym politycznie przesłaniu tego lata.
Matt Damon w walce z niesprawiedliwością i wyzyskiem.
Kimberley French/Sony Pictures/materiały prasowe

Matt Damon w walce z niesprawiedliwością i wyzyskiem.

Po błyskotliwym debiucie science fiction „Dystrykt 9”, w którym krytyka dopatrywała się zaskakującej metafory segregacji rasowej i apartheidu, Neill Blomkamp otrzymał szansę zrealizowania kolejnej superprodukcji. Bez kosmitów, za to z jeszcze większym rozmachem i ideologicznie schematyczną fabułą, osadzoną w samym sercu Hollywood w 2154 r. „Elizjum” jest również antyutopią, lecz opowiedzianą w komiksowo-przygodowej konwencji kina akcji, z odniesieniami do „Metropolis”, „RoboCopa”, „Iron Mana” i Orwella.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną