Recenzja filmu: "W imię…", reż. Małgośka Szumowska
Jezuita na krawędzi
Interesująca mieszanka wybuchowa.
Andrzej Chyra w roli zmagającego się z samotnością księdza.
Kino Świat

Andrzej Chyra w roli zmagającego się z samotnością księdza.

Czytaj także

Po odważnym obyczajowo, lecz mało przekonującym „Sponsoringu” Małgorzata Szumowska sięgnęła po temat kontrowersyjny, który wreszcie ma szansę mocno poruszyć polską publiczność. Oto dobry ksiądz gej piętnujący zepsucie duszy, a jednocześnie tolerujący u siebie podwójną moralność, walczący o wydostanie się z samolubnego ja, lecz nie do końca potępiający egoizm u trudnej młodzieży, z którą pracuje. Nagromadzenie takich sprzeczności musi budzić zaciekawienie. Jeśli dodamy do tego zmagania kapłana jezuity z uzależnieniem alkoholowym, odmienną orientacją seksualną, obłudą kurii i milczeniem Boga, robi się z tego naprawdę interesująca mieszanka wybuchowa.

Szumowska unika jednak sensacji. Nie kłuje w oczy drastycznymi scenami, studzi narrację, opatrując historię szeregiem uniwersalnych, egzystencjalnych pytań. O naturę powołania, cenę samotności, moc wiary, cynizm uczuć, sens ujawniania wstydliwych emocji. „W imię…” przełamuje niejedno tabu polskiego kina. Choć pozornie wydaje się filmem za bardzo wycofanym, zbyt oszczędnym, za mocno skupionym na zewnętrznej, behawioralnej obserwacji brutalnego środowiska wiejskich prymitywów, czuje się w nim głęboką empatię. Wiele scen zaskakuje dojrzałością, konsekwencją, psychologiczną wnikliwością. Dzięki wyciszonemu, wspaniałemu aktorstwu Andrzeja Chyry oraz Mateusza Kościukiewicza trudna, miłosna relacja dwóch mężczyzn zostaje uwiarygodniona, nie przerysowana, pozbawiona zbędnego ekshibicjonizmu. Oprócz wzorowej reżyserii na pochwałę zasługują jeszcze powściąg­liwe zdjęcia Michała Englerta, subtelna ścieżka dźwiękowa Pawła Mykietyna oraz inteligentny montaż filmu, pozostawiający widzom niezbędną przestrzeń do myślenia.

 

W imię…, reż. Małgośka Szumowska, prod. Polska, 101 min

Poleć stronę

Zamknij