Recenzja filmu: "Diana", reż. Oliver Hirschbiegel

Święta z bulwarówek
Na więcej, poza bajkowym romansem bujającej w obłokach celebrytki z człowiekiem niebędącym osobą publiczną, liczyć nie można.
Naomi Watts jako Diana - królowa ludzkich serc.
Monolith/materiały prasowe

Naomi Watts jako Diana - królowa ludzkich serc.

Kolejny pełnometrażowy film poświęcony Lady Di (po „Dianie – królowej ludzkich serc”, „Unlawful Killing” oraz „Królowej”) odkryciem nie jest. Mimo odważnych scen sugerujących, że księżna Walii manipulowała mediami i nakręciła spiralę szaleństwa paparazzich, co w końcu ją zabiło – film spłyca i melodramatyzuje jej wizerunek. Przedstawia ją jako oszukaną, porzuconą przez księcia Karola samotną kobietę, pragnącą za wszelką cenę wypełnić uczuciową pustkę.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną