Recenzja filmu: "Labirynt", reż. Denis Villeneuve

Piwniczny horror
Z mnogości wątków nie wyłania się pasjonująca, szokująco oryginalna historia, ale poczucia zmarnowanego czasu nie ma.
Jake Gyllenhaal wciela się w enigmatyczną postać zmęczonego detektywa z mroczną przeszłością.
Wilson Webb/Monolith/materiały prasowe

Jake Gyllenhaal wciela się w enigmatyczną postać zmęczonego detektywa z mroczną przeszłością.

Do jak podłych czynów jest w stanie posunąć się niewierzący w skuteczność działań policji, zdesperowany ojciec, któremu uprowadzono sześcioletnią córkę? W hollywoodzkim thrillerze „Labirynt” Denisa Villeneuve’a ten powracający temat obiera kierunek ciężkiego, piwnicznego horroru z religijno-psychoanalitycznym tłem, któremu patronują „Milczenie owiec” i „Psychoza”. Rosnące napięcie film zawdzięcza pojedynkowi dwóch wyrazistych osobowości aktorskich. Jake Gyllenhaal („Tajemnica Brokeback Mountain”, „Jarhead”) wciela się w enigmatyczną postać zmęczonego detektywa z mroczną przeszłością. Jego zachowaniem, nie zawsze logicznym i konsekwentnym, rządzi obsesja i upór. Na drugim biegunie mamy postać agresywnego ojca zajmującego się hobbystycznie myślistwem oraz gromadzeniem w domowych kazamatach sprzętu umożliwiającego przetrwanie na wypadek kataklizmu. Jego niezrównoważony charakter podkreśla nerwowa gra Hugh Jackmana („Nędznicy”), który może spodziewać się za nią nominacji do Oscara. Z mnogości wątków nie wyłania się pasjonująca, szokująco oryginalna historia, ale poczucia zmarnowanego czasu nie ma.

 

Labirynt, reż. Denis Villeneuve, prod. USA, 153 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj