Recenzja filmu: "Kapitan Phillips", reż. Paul Greengrass
Na służbie
Brawurowo zrealizowany thriller.
Tom Hanks w roli bohaterskiego kapitana statku.
Columbia Pictures/materiały prasowe

Tom Hanks w roli bohaterskiego kapitana statku.

„Kapitan Phillips” Paula Greengrassa rekonstruuje autentyczną historię porwania przez somalijskich piratów kontenerowca Maersk Alabama, przewożącego po Morzu Arabskim m.in. 17 tys. ton żywności i zapasów wody. Chociaż finał tej historii jest przewidywalny, reżyserowi udało się zbudować trzymającą w napięciu opowieść o męstwie, odwadze i heroicznym poświęceniu kapitana statku, który dobrowolnie oddaje się w ręce porywaczy, żeby ratować załogę. Grający tytułową rolę Tom Hanks (murowana nominacja do Oscara) wiarygodnie przedstawił tortury psychiczne, przeżywane przez człowieka podejmującego tak ryzykowną grę z losem. Doskonale obrazuje upór, bezradność, skrajne wyczerpanie, wreszcie rozpacz ofiary, do końca walczącej z nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Greengrass umiejętnie łączy elementy hollywoodzkiego kina akcji z realizmem i psychologią. Szczęśliwie trzyma się blisko ziemi, prawdziwych emocji. Mimo kameralnego charakteru czuje się epicki rozmach, a porównania z oscarowym „Wrogiem numer jeden” nie wydają się na wyrost.

 

Kapitan Phillips, reż. Paul Greengrass, prod. USA, 133 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj