Recenzja filmu: "Wenus w futrze", reż. Roman Polański

Śmiej się, pajacu
Parodia wyobrażeń na temat władzy, jaką mężczyźni chcieliby posiadać nad kobietami. Kolejna (po kameralnej „Rzezi”) teatralna ekranizacja Romana Polańskiego zaskakuje prostotą.
Damsko-męskie gry w wykonaniu Emmanuelle Seigner i Mathieu Almarica.
Monolith Films/materiały prasowe

Damsko-męskie gry w wykonaniu Emmanuelle Seigner i Mathieu Almarica.

W „Wenus w futrze” gra tylko dwoje aktorów. Rzecz dzieje się na scenie podupadłego paryskiego teatru w tandetnych dekoracjach westernowej rewii. Wszystko polega tu na słowno-psychologicznych gierkach, prowadzonych przez zdesperowaną aktorkę podającą się za byłą prostytutkę (Emmanuelle Seigner) oraz zarozumiałego reżysera (Mathieu Almaric), marzącego o wyłowieniu spośród kandydatek idealnej odtwórczyni do przygotowywanej przez niego adaptacji XIX-wiecznej powieści Sacher Masocha „Wenus w futrze”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną