Recenzja filmu: "Wyścig", reż. Ron Howard
Na wysokich obrotach
Historia rywalizacji sportowej dwóch legendarnych kierowców Formuły 1: Nikiego Laudy i Jamesa Hunta jest na tyle pasjonująca, że aż dziw, że dopiero po 40 latach zdecydowano się ją przedstawić na dużym ekranie.
materiały prasowe

Lauda uosabiał to wszystko, czego w wybitnych sportowcach zwykle się nie lubi: zawziętość, maniacką pracowitość, arogancję oraz kompletny brak charyzmy poparty karykaturalnym wyglądem (rywale wołali na niego „Szczur”). Za to pochodzącego z Anglii Hunta wszyscy uwielbiali. Miał talent, urodę, wdzięk, ambicję. Był królem życia, a czas przeznaczony na trening marnotrawił na rozliczne romanse, alkohol oraz inne hedonistyczne zachcianki. Mówiąc wprost para ta idealnie oddawała archetypiczny konflikt dwóch geniuszy, reprezentujących przeciwstawne strategie życiowe filmowo kojarzone dotąd z duetem  Salieri/Mozart. „Wyścig”  Rona Howarda jest kapitalnym, trzymającym w napięciu widowiskiem sportowym. Udało się w nim odtworzyć dawne realia rajdowych walk o tytuł mistrza świata. Ale przykuwa uwagę przede wszystkim niebanalnym portretem współczesnych gladiatorów, którzy by dopiąć wyznaczonego celu rzucają na szalę swoje życie.

Wyścig, reż. Ron Howard, prod. USA, 123 min.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj