Recenzja filmu: "Ostatnie piętro", reż. Tadeusz Król
Mury rosną, rosną, rosną
To mógł być jeden z najbardziej odważnych, bolesnych, niepokornych i prowokacyjnych filmów tego sezonu.
'Ostatnie piętro', reż. Tadeusz Król
ITI Cinema/materiały prasowe

"Ostatnie piętro", reż. Tadeusz Król

Wielki pomysł: rozprawić się z szaleństwem polskiego patriotyzmu zawłaszczonego przez prawicę. Z paranoją narodowców, ludzi wszędzie wietrzących spiski, układy i żydowski interes. „Ostatnie piętro” Tadeusza Króla stanowi aż nadto czytelną metaforę oblężonej twierdzy, staczania się polskiej świadomości w odmęty nienawiści, ksenofobii, ciemnogrodu – procesu, który skutkuje widocznym na co dzień podziałem na dwa obce sobie plemiona.

Problem z filmem Króla polega jednak na tym, że nie wiadomo do końca, czy historia zwolnionego z pracy kapitana wojsk lądowych (źle obsadzony Janusz Chabior) barykadującego się w swoim mieszkaniu, wywieszającego na znak protestu biało-czerwoną flagę z okna i pod pretekstem obrony wartości tyranizującego rodzinę, to bardziej groteska czy dramat psychologiczny. W „Domu wariatów” Marka Koterskiego równie symboliczna fabuła dawała większe pole do popisu aktorom, sprawiała mocniejsze wrażenie. Obdarzony surrealistyczną wyobraźnią Piotr Szulkin z pewnością wydobyłby z niej jeszcze więcej jadu i szaleństwa. Król nie udźwignął tematu, choć dał wyraźny znak, że obchodzą go sprawy najważniejsze.

 

Ostatnie piętro, reż. Tadeusz Król, prod. Polska, 84 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj