„Wilk z Wall Street” w kinach od 3 stycznia

Triumf egoizmu
Martin Scorsese nakręcił jeden ze swoich najlepszych filmów. Pewne zdziwienie może budzić fakt, że „Wilk z Wall Street” nie jest ani gangsterską epopeją, ani utrzymanym w poważnej tonacji dramatem, do czego autor „Nędznych ulic”, „Kasyna” czy „Infiltracji” nas przyzwyczaił.
Scorsese nigdy nie ujawnia zbyt mocno moralizatorskich zapędów. Każe widzom pokochać Belforta (w tej roli Leonardo DiCaprio) i my go od pierwszej sceny kochamy.
materiały prasowe

Scorsese nigdy nie ujawnia zbyt mocno moralizatorskich zapędów. Każe widzom pokochać Belforta (w tej roli Leonardo DiCaprio) i my go od pierwszej sceny kochamy.

„Wilk z Wall Street” to błyskotliwa satyra na środowisko spekulantów giełdowych, którzy cynicznie wykorzystują ludzką naiwność i niewiedzę. Obiecują z inwestycji w akcje astronomiczne zyski. Pieniądze szerokim strumieniem płyną jednak wyłącznie do ich kieszeni. Tytułowym wilkiem jest Jordan Belfort, król mętnych interesów i rynkowych manipulacji, sprzedawca marzeń o bogactwie, postać zresztą autentyczna, który za swoje oszustwa pod koniec ubiegłego wieku odsiedział trzy lata w więzieniu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną