Recenzja filmu: „Tylko kochankowie przetrwają", reż. Jim Jarmusch

Śmiertelnie poważne wampiry
Przykro patrzeć, jak wielkie ambicje przekuwane są w pretensjonalność i nabzdyczenie.
Tilda Swinton jako filmowa Ewa u Jarmuscha.
materiały prasowe

Tilda Swinton jako filmowa Ewa u Jarmuscha.

Klasyk amerykańskiego kina niezależnego Jim Jarmusch jest autorem wielu ekscentrycznych filmów o samotności, rozczarowaniu, outsiderstwie. Po dłuższym, czteroletnim przestoju sięgnął raz jeszcze po swój ulubiony temat, tym razem w nietypowym stylu opowieści wampirycznej. Chociaż formalnie tak właśnie wypada zakwalifikować nowy film Amerykanina, „Tylko kochankowie przetrwają” przypomina raczej zakamuflowany poetycki esej poświęcony kryzysowi cywilizacji. Goniący za sławą przedstawiciele show-biznesu pogardliwie nazywani są tu zombie. (...)

 

Tylko kochankowie przetrwają, reż. Jim Jarmusch, prod. USA, 122 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną