Recenzja filmu: „Snowpiercer: Arka przyszłości”, reż. Bong Joon-ho

17 lat dookoła świat
Amerykański debiut znakomitego południowokoreańskiego reżysera.
„Snowpiercer: Arka przyszłości', reż. Bong Joon-ho.
Monolith/materiały prasowe

„Snowpiercer: Arka przyszłości", reż. Bong Joon-ho.

Thriller science fiction „Snowpiercer: Arka przyszłości”, mimo że rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, jako żywo przypomina zawoalowaną marksistowską krytykę kapitalizmu. W wyniku nieudanego eksperymentu z oziębieniem klimatu za pomocą tajemniczego środka CW7 na Ziemi zapanowała nowa era zlodowacenia. Resztki ludzkości przetrwały w zaplombowanym, mknącym dookoła globu nieprzerwanie od 17 lat pociągu. Panuje wyzysk. Lokomotywą kieruje despota. Uszeregowane wedle zamożności wagony niczym szczelnie zaplombowane sejfy uniemożliwiają swobodne poruszanie się pasażerom na samym dole drabiny społecznej. Wybucha bunt przeciwko wagonowej burżuazji, który przebiega zgodnie z regułami walki klasowej oraz m.in. kina sztuki walki oraz gier komputerowych. Amerykański debiut znakomitego południowokoreańskiego reżysera Bong Joon-ho („Zagadka zbrodni”, „Matka”) zasługuje na uwagę głównie z powodu błazenady Tildy Swinton, która niespodziewanie wystąpiła tu w roli bezdusznej, zidiociałej okularnicy o szczurzym uśmiechu. Jest tak odrażająca i karykaturalna, że równoważy nieznośne nadęcie epigońskiej historii, jadącej na sukcesie „Matrixa” czy „Elizjum”.

 

Snowpiercer: Arka przyszłości, reż. Bong Joon-ho, prod. Czechy, Francja, USA, Korea Płd., 126 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj