Recenzja filmu: „Casanova po przejściach”, reż. John Turturro
Tortury z seksu
Filmowi nie pomaga zachowawcza, naiwnie melodramatyczna konwencja.
Aktor po przejściach, czyli Woody Allen.
Kino Świat/materiały prasowe

Aktor po przejściach, czyli Woody Allen.

Seks po pięćdziesiątce – wiadomo, wdzięcznym polem do popisu nie jest. Zwłaszcza w Hollywood. Najeżony licznymi trudnościami temat wymaga niemałej empatii, sporego dystansu w połączeniu ze specyficznym poczuciem humoru. Woody Allen udowodnił wielokrotnie, że ma to w jednym palcu. Umiejętności Johna Turturro są nieporównywalne. Efektem zaskakującego spotkania artystów jest komedia „Casanova po przejściach”. Allen zręcznie powtarza postać pechowca. Gra plajtującego właściciela nowojorskiego antykwariatu, który odkrywa uroki bycia alfonsem. Turturro, reżyser i aktor w jednym, w roli jego wspólnika po krótkim wahaniu wymienia nudną profesję sprzedawcy kwiatów na atrakcyjną, dobrze płatną posadę męskiej prostytutki. Do tego należy dorzucić jeszcze powab gwiazd w wieku średnim – m.in. Sharon Stone, Sofii Vergary, a także zupełnie pozbawionej seksapilu Vanessy Paradis – jako ich wdzięcznych klientek.

Filmowi nie pomaga zachowawcza, naiwnie melodramatyczna konwencja. Satyryczne spojrzenie na ortodoksyjne środowisko amerykańskich Żydów, zamiast dodawać pikanterii, wydaje się największym nieporozumieniem. Nawet szmoncesy nie śmieszą.

 

Casanova po przejściach, reż. John Turturro, prod. USA, 98 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj