Recenzja filmu: „Jaskółka”, reż. Bartosz Warwas

Jaskółka uwięziona
Debiut zaliczony, czekamy na następny film.
„Jaskółka”, reż. Bartosz Warwas
Alter Ego/materiały prasowe

„Jaskółka”, reż. Bartosz Warwas

Drugi w historii łódzkiej Szkoły Filmowej pełnometrażowy film dyplomowy, który trafia do dystrybucji. Tym pierwszym był „Rysopis” Jerzego Skolimowskiego. Czy Bartosz Warwas pójdzie w ślady mistrza? Należy mu tego życzyć, choć debiut na kolana nie rzuca. Owszem, widać, że młody reżyser (ale czy naprawdę taki młody, skoro już 36-letni?) bardzo starał się pokazać sobie i swym nauczycielom ze szkoły, iż jest twórcą oryginalnym, szukającym ciekawego tematu i niebanalnych rozwiązań formalnych. Tytuł nawiązuje do słynnej na początku lat 70. ubiegłego wieku piosenki Stana Borysa „Jaskółka uwięziona”, ale jest też nazwiskiem głównej bohaterki. Agnieszka Jaskółka z małą córeczką i poczuciem klęski życiowej wraca w rodzinne strony, może to być Łódź (gdzie kręcono zdjęcia), ale też wiele innych gorszych dzielnic polskich miast. Powracają wspomnienia z dzieciństwa, patologiczna rodzina z ojcem alkoholikiem i sąsiadem esbekiem, tamtejsze przeboje, przede wszystkim zaś przebój Borysa przywołujący przeżycie traumatyczne, wyparte z pamięci, ale – jak się okaże – nie do końca. Reżyser niepotrzebnie wpada w tony podniosłe, wręcz ewangeliczne (pewnie dlatego, że akcja dzieje się w okolicach Wielkanocy), tymczasem sama historia jest na tyle dramatyczna i poruszająca, że wystarczyło opowiedzieć ją najprościej, choć tak jest najtrudniej. Debiut zaliczony, czekamy na następny film.

 

Jaskółka, reż. Bartosz Warwas, prod. Polska, 73 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj