Recenzja filmu: „Miasto 44”, reż. Jan Komasa

Komasa burzy porządek
Film operuje najprostszymi schematami. Przeciwstawia naiwnej fantazji, dziecięcej brawurze, erotycznemu nienasyceniu paranoiczny terror, okrucieństwo wojny. Tylko i aż tyle.
Kama (Anna Próchniak) i Biedronka (Zofia Wichłacz) rywalizują, ale też współdziałają.
Ola Grochowska/Kino Świat/materiały prasowe

Kama (Anna Próchniak) i Biedronka (Zofia Wichłacz) rywalizują, ale też współdziałają.

Wątpię, czy kiedykolwiek uda się nakręcić film o Powstaniu Warszawskim, który zadowoli wszystkich. Ilu Polaków, tyle na ten temat poglądów i wizji. Już sam fakt, że zadanie to zostało powierzone niedoświadczonemu młodemu reżyserowi, wychowanemu na eklektycznych, pełnych rozmachu musicalach Baza Luhrmanna czy efekciarskim kinie historycznym, może być uznany za błąd. Zamiast energetycznego widowiska o miłości w czasach apokalipsy – jak krzyczy slogan reklamowy – wielu wolałoby kolejny martyrologiczny pomnik z wyraźną polityczną tezą.

Miasto 44, reż. Jan Komasa, prod. Polska, 120 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną