Recenzja filmu: „Interstellar”, reż. Christopher Nolan
Nolan w kosmosie
O filmie wiedzieliśmy już niemal wszystko, zanim trafił na ekrany.
Matthew McConaughey w poszukiwaniu nowej Ziemi
Warner Bros/materiały prasowe

Matthew McConaughey w poszukiwaniu nowej Ziemi

Dużo pisano o naukowych fascynacjach Christophera Nolana, który korzystał z usług astrofizyka Kipa Thorne’a, twórcy teorii tuneli czasoprzestrzennych. NASA też ponoć nie miała przed reżyserem żadnych tajemnic. Pod względem przygotowania naukowego „Interstellar” to bodaj najsolidniejszy film tego gatunku. Problem w tym, że oprócz science mamy w nim jeszcze fiction i tutaj Nolan (pracujący nad scenariuszem z bratem Jonathanem) zawodzi. Początek może się podobać: w farmie na amerykańskiej prowincji toczy się normalne życie i tylko drobne symptomy zapowiadają zbliżającą się zagładę. Naukowcy już wiedzą, że wkrótce zabraknie żywności i tlenu, dlatego potajemnie szykują wyprawę, która ma znaleźć miejsce do zamieszkania poza Układem Słonecznym. Pilotem statku zostaje (bez najmniejszego treningu!) farmer, były pilot NASA, samotnie wychowujący dwoje dzieci.

 

Interstellar, reż. Christopher Nolan, prod. USA, Wielka Brytania, 169 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną