Recenzja filmu: „Wolny strzelec”, reż. Dan Gilroy
Jest krew, jest news
Nietypowy kryminał poruszający temat szaleństwa mediów.
Jake Gyllenhaal jako dziennikarz w czasach tabloidyzacji mediów
Monolith Film/materiały prasowe

Jake Gyllenhaal jako dziennikarz w czasach tabloidyzacji mediów

Reżyserski debiut Dana Gilroya, amerykańskiego aktora, utalentowanego scenarzysty („Dziedzictwo Bourne’a”), jest nietypowym kryminałem poruszającym temat szaleństwa mediów. Mieszając gatunki, łącząc elementy dramatu społecznego, thrillera, czarnej komedii, a chwilami groteski, „Wolny strzelec” nie tyle uświadamia konsekwencje chorobliwej pogoni stacji telewizyjnych za sensacją, co z nich szydzi. Newsy mają być jak krzycząca kobieta biegnąca przez ulicę z poderżniętym gardłem – tłumaczy obrazowo nowemu współpracownikowi podstarzała prezenterka walcząca o podniesienie oglądalności lokalnego programu informacyjnego (Rene Russo). To doskonale oddaje chorobę współczesnej telewizji, choć Ameryki nie odkrywa.

 

Wolny strzelec, reż. Dan Gilroy, prod. USA, 113 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną