Recenzja filmu: „Rzymska aureola”, reż. Gianfranco Rosi
Wielka brzydota
Połączenie pozornie dalekich tropów zaowocowało piękną, nostalgiczną opowieścią, która niespodziewanie wygrała dwa lata temu festiwal w Wenecji.
Jednym z kilkunastu bohaterów dokumentu jest entomolog.
Aurora Films/materiały prasowe

Jednym z kilkunastu bohaterów dokumentu jest entomolog.

Bohaterami „Rzymskiej aureoli” włoskiego dokumentalisty Gianfranco Rosiego są peryferie metropolii. Dziwacy, transwestyci, ukraińscy imigranci, mafiosi, ledwo wiążący koniec z końcem emerytowani profesorowie. Łączy ich rzymska obwodnica Grande Raccordo Anulare. Mieszkają w jej okolicy, widzą ją z okien, przejeżdżają nią codziennie, dzięki niej zarabiają na życie. Rosi porównuje ich do korników żywiących się łykiem i miazgą osłabionych palm: w niewidoczny sposób przyczyniają się do uszkodzenia organizmu, który jest ich domem.

Rzymska aureola, reż. Gianfranco Rosi, prod. Włochy, 93 min

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj