Recenzja filmu: „Serena”, reż. Susanne Bier

Nastrojowa obsesja
Wszystko jest idealnie rozpisane, dopasowane, co sprawia wrażenie irytującej sztuczności.
Jennifer Lawrence i Bradley Cooper w scenerii lat 30.
Pheonix Film/materiały prasowe

Jennifer Lawrence i Bradley Cooper w scenerii lat 30.

Laureatka Oscara duńska reżyserka Susanne Bier („Bracia”, „W lepszym świecie”) w ubiegłym sezonie nakręciła aż dwie fabuły. Obie poświęcone traumie rodziców po stracie dziecka. W sensacyjno-psychologicznym „A Second Chance” (czeka na polską premierę) uwaga skupia się na rozpaczy i desperacji męża. W „Serenie” – na obsesjach i szaleństwie zazdrosnej żony. Początkowo nic nie zapowiada, że ten nastrojowy, hollywoodzki melodramat, rozgrywający się w latach 30. ubiegłego stulecia, w finale zacznie przypominać makabryczną wersję „Makbeta”.

Serena, reż. Susanne Bier, prod. USA, 109 min

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj