Recenzja filmu: „Bóg nie umarł”, reż. Harold Cronk

Alleluja i do przodu
Kreacjoniści mogą odetchnąć, chorzy na raka też.
„Bóg nie umarł”, reż. Harold Cronk
Monolith Film/materiały prasowe

„Bóg nie umarł”, reż. Harold Cronk

Jeśli warto zobaczyć ten naiwniutki, zachęcający do rozwoju duchowego film, to dlatego żeby się przekonać, jak wygląda chrześcijańska propaganda w kinie amerykańskim. „Bóg nie umarł” skierowany jest do wrażliwej, katolickiej młodzieży, otoczonej morzem fałszywych religii oraz, pożal się Boże, pseudonaukowcami, ładującymi jej do głowy bełkot w stylu Richarda Dawkinsa czy Stephena Hawkinga, że „Boga nie ma”. Młody człowiek (Shane Harper), nie chcąc się wyrzec Jezusa (jest to warunek uczestniczenia w zajęciach z filozofii na wyższej uczelni), podejmuje rzucone pogardliwie wyzwanie profesora, aby udowodnił, że „Bóg nie umarł”. 

Bóg nie umarł, reż. Harold Cronk, prod. USA, 114 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną