Recenzja filmu: „Gunman: Odkupienie”, reż. Pierre Morel
Tożsamość Penna
Scenariusz jest rozczulająco schematyczny. Mógłby go napisać niezbyt ambitny student zrzynający bez skrupułów pomysły od Johna le Carré i Roberta Ludluma.
„Gunman: Odkupienie”, reż. Pierre Morel
Monolith Films/materiały prasowe

„Gunman: Odkupienie”, reż. Pierre Morel

Sean Penn wielkim aktorem jest. Szorstki, przystojny, romantycznie usposobiony, załatwia na ekranie sprawy po męsku. Grając skrzywdzonych nadwrażliwców, umiejętnie dozuje skumulowaną w tych postaciach agresję, której wybuch stanowi zawsze swego rodzaju niespodziankę. Chyba że ryzykuje tak ekstrawaganckie występy jak we „Wszystkich odlotach Cheyenne’a” Paolo Sorrentino, gdzie uszminkowany z tapirem na głowie wydaje się kompletnie wycofany i niezdolny do działania. Penn, jak wiadomo, jest też aktywistą. Słynie z radykalnie lewicowych poglądów, przyjaźnił się z Hugo Chávezem oraz wściekle atakował prezydenturę Bushów. I tym właśnie lewicowym zaangażowaniem można rozgrzeszyć jego udział w wątpliwej jakości artystycznej przedsięwzięciu pod słusznym tytułem „Gunman: Odkupienie”. Gra w nim nawróconego kilera, który pod przykrywką NGO dokonywał skrytobójczych mordów w krajach Trzeciego Świata, aby siać tam ferment umożliwiający globalnym koncernom prowadzenie brudnych interesów.

Gunman: Odkupienie, reż. Pierre Morel, prod. Hiszpania, Wielka Brytania, 115 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną