Recenzja filmu: „Manglehorn”, reż. David Gordon Green
Obsesje
Opowieść o zablokowanym psychicznie człowieku, hodowanych pieczołowicie obsesjach, nieprzystosowaniu.
Film warto obejrzeć dla Ala Pacino.
Gutek Film

Film warto obejrzeć dla Ala Pacino.

Warto obejrzeć „Manglehorna” dla Ala Pacino, grającego w tym mało pokrzepiającym dramacie przegranego życiowo starca prowadzącego zakład ślusarski, ze stoickim spokojem zbierającego gorzkie owoce samotności.

Kiedyś umiał czarować, imponować kobietom. Uwielbiano go i podziwiano, lecz popełnił błąd, wybierając związek bez miłości. Manglehorn – romantyk z niezaspokojonym głodem uczuć – przeobraził się w dziwaka, niemal szaleńca, miotającego się pośród swoich żałosnych domowych rytuałów i wyidealizowanych wspomnień. Szczelne odseparowanie od rzeczywistości daje o sobie znać m.in. beznamiętnym, grobowym tonem i niemal każdym gestem tłumiącym naturalne, szczere reakcje. Zgarbiony, powłóczący nogami Pacino oddaje niezrównoważenie psychiczne swego bohatera bardzo powściągliwie. Świetnym pomysłem obsadowym było powierzenie roli jego partnerki dawno niewidzianej na dużym ekranie Holly Hunter – dobrze zakonserwowanej, pogodnej urzędniczki, która nie traci nadziei, że trafi się jej w życiu szczęśliwy los.

Manglehorn, reż. David Gordon Green, prod. USA, 97 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną