Recenzja filmu: „Reality”, reż. Quentin Dupieux
Oscar za jęczenie
To film romantyczny czy komediowy? – pyta kupujący bilet. – Nie wolno mi odpowiadać na takie pytania – informuje oschle kasjerka.
Eric Wareheim w filmie mieszającym rzeczywistość i koszmar senny.
Spectator/materiały prasowe

Eric Wareheim w filmie mieszającym rzeczywistość i koszmar senny.

To jedna z lepszych scen w „Reality”, o którym to filmie też nie wolno powiedzieć za dużo, tym bardziej że niełatwo go zakwalifikować. Powiedzmy najkrócej, że to komedia surrealistyczna. Wspomniana scena ma zresztą ciąg dalszy – widz, którym jest kamerzysta marzący o zrobieniu horroru science fiction, za chwilę przekona się, że jego film, którego jeszcze nawet nie zaczął kręcić, jest właśnie wyświetlany. Biegnie przed ekran, krzyczy, by wstrzymano projekcję, gdyż dzieło nie jest jeszcze ukończone, ale nikt go nie chce słuchać. Największe zastrzeżenia ma do strony dźwiękowej, mianowicie do jęków wydawanych przez ludzi atakowanych przez fale płynące z telewizorów. Ustalił bowiem z producentem, że jęki będą najważniejsze, nie tylko w tym filmie, lecz w ogóle w historii kina.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną