Recenzja filmu: „Marsjanin”, reż. Ridley Scott

Zrób to sam w kosmosie
Film jest swego rodzaju poradnikiem, co zrobić, by przetrwać na obcej planecie.
Matt Damon - samotny, ale niezłomny
Imperial-Cinepix/materiały prasowe

Matt Damon - samotny, ale niezłomny

Ridley Scott od przeszło ćwierć wieku ostrzega przed tragicznymi skutkami eksploracji kosmosu i przykrymi niespodziankami w postaci najazdu obcych. Jako 78-latek zmienia front, pragnąc utwierdzić nas w przekonaniu, że podbój Wszechświata ma sens, a człowiek ze swoją zaradnością, inteligencją, przywódczymi skłonnościami jest niemal stworzony do bycia panem gwiazd. Wystarczy być tylko pomysłowym biologiem, umieć wykorzystywać elektrolizę wody, znać się na oksygeneratorach, sprawnie liczyć w systemie szesnastkowym, a nade wszystko mieć poczucie humoru w najbardziej dramatycznych momentach życia. Tak jak porzucony przez załogę na Czerwonej Planecie bohater „Marsjanina”, grany przez niezłomnego Matta Damona, żywo dowcipkujący na temat muzyki disco, telemetrii czy swojego beznadziejnego położenia.

Marsjanin, reż. Ridley Scott, prod. USA, 142 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną