Recenzja filmu: „Spectre”, reż. Sam Mendes

Ośmiorniczka
Przy takiej kasie sukces murowany.
Daniel Craig – 007 jak terminator
Forum Film/materiały prasowe

Daniel Craig – 007 jak terminator

Najdroższy (produkcja pochłonęła 250 mln dol.) i najdłuższy (148 min) Bond w historii zapisze się też jako jedno z większych rozczarowań. Z postfreudowską psychologią oraz grubymi nićmi szytymi aluzjami do afery Snowdena „Spectre” może i nie przynosi wstydu, ale sygnalizuje stan wyczerpania i znudzenia serią. Daniel Craig z miną narcyza i psychopaty w roli agenta z licencją na zabijanie tak bardzo upodabnia się do pozbawionego wdzięku terminatora, że finałowe ocieplenie wizerunku to kpina. Seksizm należy oczywiście do konwencji. Granie na nosie feministkom nie wydaje się jednak inteligentnym posunięciem. Ostentacyjnie szowinistyczne sceny z Monicą Bellucci oraz niewyraźnie czującą się w roli słodkiego kociaka Léą Seydoux ubawią jedynie dinozaury. Trochę lepiej wypada Austriak Christoph Waltz jako capo di tutti capi – czarny charakter i demoniczny geniusz komputerowej inwigilacji.

Spectre, reż. Sam Mendes, prod. Wielka Brytania, USA, 148 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną