Recenzja filmu: „Barany. Islandzka opowieść”, reż. Grímur Hákonarson

Mój brat, moja miłość
Film zachwyca połączeniem ciepłej ironii z dojrzałą nutą tragizmu.
Islandzkie połączenie ciepłej ironii z nutą tragizmu
Gutek Film

Islandzkie połączenie ciepłej ironii z nutą tragizmu

Prosta opowieść o uporze i samotności, które potrafią zrujnować, lecz nie unicestwić więzy krwi. W nagradzanych na wielu festiwalach „Baranach” (wygrały m.in. w Salonikach, Valladolid i sekcję Un Certain Regard w Cannes) wszystko wygląda jak poezja, choć sama historia niespecjalnie poddaje się wzniosłemu opisowi. Oto w niewielkiej górskiej osadzie wybucha epidemia. Hodowcy owiec dostają polecenie wybicia stad. Dla wielu to bolesne przekreślenie całego dorobku i rodzinnych tradycji.

Barany. Islandzka opowieść, reż. Grímur Hákonarson, prod. Islandia, 90 min

 

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną