Recenzja filmu: „Bone Tomahawk”, reż. S. Craig Zahler

Bardzo Dziki Zachód
Dziki Zachód, jak widać, wciąż inspiruje reżyserów, choć obecnie jest to zazwyczaj Bardzo Dziki Zachód.
W środku: Kurt Russell w roli szeryfa Hunta
Wistech Media/materiały prasowe

W środku: Kurt Russell w roli szeryfa Hunta

Plakat jak z klasycznego westernu: czterej jeźdźcy na tle górzystego krajobrazu, nad nimi zmęczona twarz Kurta Russella, któremu przypadła rola szeryfa. Reżyser S. Craig Zahler to debiutant, który jednak wcześniej dał się poznać w Stanach jako pisarz, scenarzysta oraz perkusista i wokalista zespołu heavymetalowego. W „Bone Tomahawk” też będzie grał mocno i ostro, choć pierwsze sceny mogłyby sugerować konwencjonalną opowieść z Dzikiego Zachodu. W miasteczku o poetycko brzmiącej nazwie Bright Hope pojawia się tajemniczy przybysz, na którego natychmiast zwróci uwagę szeryf dbający o ład i porządek. W saloonie dochodzi do drobnego jak na westernowe obyczaje incydentu, ranny intruz wyląduje w areszcie.

Bone Tomahawk, reż. S. Craig Zahler, prod. USA, Wielka Brytania, 132 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną