Recenzja filmu: „Zakładnik z Wall Street”, reż. Jodie Foster

Gdzie jest wasza forsa?
Można oczekiwać, że w Polsce film Jodie Foster najbardziej spodoba się frankowiczom...
George Clooney w roli gwiazdy ekotainmentu
Atsushi Nishijima/CTMG/UIP

George Clooney w roli gwiazdy ekotainmentu

Na pewno nie w sejfie, jak to sobie kiedyś wyobrażaliście. Dzisiaj wasza gotówka ulokowana w bankach to strumień fotonów sterowany przez programy komputerowe. Takie mniej więcej rewelacje przekazuje w swym programie ekonomiczno-rozrywkowym (ekotainment?) gwiazdor telewizyjny Lee Gates (George Clooney na swym standardowym poziomie). Program nazywa się „Money Monster”, czyli potworna kasa, taki jest zresztą oryginalny tytuł filmu. Polski dystrybutor zdecydował się na „Zakładnika z Wall Street”, co miało kojarzyć się z pamiętnym „wilkiem” z tej samej ulicy. Jeśli chodziło o wilcze prawa rządzące wielkim biznesem, to wszystko się zgadza, natomiast Wall Street pojawia się dopiero w zakończeniu. Przez pierwszą godzinę jesteśmy zaś w studiu telewizyjnym, gdzie oglądamy program na żywo z Gatesem, sterowanym przez rezolutną panią reżyser (Julia Roberts). Tym razem jednak nie wszystko pójdzie tak, jak zapisano w scenariuszu.

Zakładnik z Wall Street, reż. Jodie Foster, prod. USA, 98 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną