Recenzja filmu: „Star Trek: W nieznane”, reż. Justin Lin

Akcja do znużenia
„W nieznane” to w sumie film zmarnowanych szans.
mat. pr.

Po J.J. Abramsie serię „Star Trek” przejął Justin Lin, najbardziej znany z filmów z cyklu „Szybcy i wściekli”. W efekcie „W nieznane” to najbardziej naładowana akcją, najbardziej widowiskowa, a przy tym najsłabsza odsłona kosmicznej serii.

Podstawową wiedzą, jaką należy przyswoić z trzech ostatnich filmów z cyklu „Star Trek”, jest fakt, że słynny statek USS Enterprise może i świetnie nadaje się do długich podróży w głąb niezbadanych zakamarków kosmosu, wartość bojową prezentuje jednak praktycznie żadną.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną