Recenzja filmu: „183 metry strachu”, reż. Jaume Collet-Serra

Ludojad i dziewczyna
Sceny akcji to w sumie już dobre kino klasy B.
mat. pr.

Prosta, niegłupio zrealizowana historia: surferka Nancy (Blake Lively) zostaje pogryziona przez ogromnego rekina ludojada. Nie może dopłynąć do brzegu, nie ma jak poprosić o pomoc. Z początku wyczekuje więc tylko, aż inni ludzie pojawią się na dzikiej plaży w Meksyku. Ale zbliża się przypływ.

Razem z nią na skale utknęła ranna mewa, okrzykniętą przez krytyków filmowych Marlonem Brando wśród mew. Słusznie, ptaszysko jest rzeczywiście urocze. Gdyby to była tylko prosta historia o surferce, która dostała w kość od natury, i o jej kontrataku, byłoby okej.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną