Recenzja filmu: „Nie oddychaj”, reż. Fede Alvarez
Obrona konieczna
Scenariusz, którego współautorem jest reżyser Fede Alvarez, generuje niesłabnące napięcie, choć przez większą część historii kładzie nacisk na proste rozwiązania.
mat. pr.

Najwyraźniej jedynym sposobem, żeby wyrwać się z wyludnionego Detroit do słonecznej Kalifornii, jest obrabowanie niewidomego komandosa, weterana wojny w Zatoce Perskiej (Stephen Lang). Trójka złodziei (Jane Levy, Dylan Minnette, Daniel Zovatto), bohaterowie horroru „Nie oddychaj”, nie mają specjalnie problemu, żeby włamać się do jego domu (jedynego zamieszkałego w odległości kilku przecznic). Z wyjściem na zewnątrz, z pieniędzmi będzie już dużo trudniej i to nie dlatego, że pilnuje rottweiler. Niewidomy włącza pamięć mięśniową i wytrenowany przez amerykańską armię staje się dużo groźniejszy, niż złodzieje mogli przypuszczać.

Tytuł filmu jest dość kiczowaty. Ale scenariusz, którego współautorem jest reżyser Fede Alvarez, generuje niesłabnące napięcie, choć przez większą część historii kładzie nacisk na proste rozwiązania, nie do końca typowe dla dzisiejszego horroru: motywacją do czynienia zła jest chęć poprawy sytuacji materialnej, kłódki zakładane są na drzwi i okna po to, by mieć pełną kontrolę nad niewidzialną przestrzenią, a przemoc zadawana jest przez obie strony po to, by uratować życie. W prawdopodobnych reakcjach bohaterów, w bardzo dobrych efektach dźwiękowych i w pięknej robocie grupy utytułowanych montażystów jest siła tego filmu.

Szkoda, że Alvarez nie potrafił utrzymać do końca tej prostej formy. Naprawdę mógł zrezygnować w scenariuszu horroru z chwytów z oper mydlanych (kilka nierealistycznych wymysłów, skrywanych motywacji bohaterów, które pojawiają się w drugiej połowie „Nie oddychaj” to jest naprawdę coś wmontowanego w dobrą historię na siłę).

Nie oddychaj, reż. Fede Alvarez, prod. USA; 88 min

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj