Recenzja filmu: „Zwierzęta nocy”, reż. Tom Ford
Labirynt wspomnień
Nakręcony w niebanalny sposób film zawiera w sobie tajemnicę, niczego wprost nie narzuca, a przy tym niesie ogromny ładunek emocjonalności.
Amy Adams jako kobieta sukcesu z rodzącym się poczuciem klęski
Merrick Marton/Focus Features/UIP

Amy Adams jako kobieta sukcesu z rodzącym się poczuciem klęski

Już pierwsze kadry zapowiadają coś wyjątkowego. Najpierw abstrakcyjne ujęcie z góry na geometryczną figurę przypominającą ślimaka, złożoną z plątaniny dróg dojazdowych na skrzyżowaniu gigantycznych autostrad. Potem filmowany w zwolnionym tempie surrealistyczny taniec na afterparty w wykonaniu nagich puszystych kobiet. Głębszy sens tych obrazów dociera stopniowo w miarę rozwoju wielowątkowej akcji, kojarzącej się nieuchronnie z wizualną ekwilibrystyką Davida Lyncha. „Zwierzęta nocy” mają strukturę labiryntu lub – jak kto woli – nieprzyjemnej konfrontacji z dawno wypartymi wspomnieniami. Zanim ów proces uruchomi lektura powieści sensacyjnej dedykowanej i podesłanej głównej bohaterce (Amy Adams) przez byłego męża, poznajemy jej elegancki, zamożny świat. Z przystojnym partnerem u boku trzydziestoparoletnia kobieta wydaje się uosobieniem sukcesu: jest cierpiącą na bezsenność menedżerką modnej galerii sztuki w Los Angeles.

Zwierzęta nocy, reż. Tom Ford, prod. USA, 115 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną