Recenzja filmu: „Assassin’s Creed”, reż. Justin Kurzel

Opowieść bez treści
Udane filmowe ekranizacje gier komputerowych można policzyć na palcach jednej ręki, z choćby „Silent Hill” w roli chlubnego wyjątku. „Assassin’s Creed” z pewnością nie poprawi tych statystyk.
Nijakość udzieliła się w tej produkcji absolutnie wszystkim, na czele z obsadą.
mat. pr.

Nijakość udzieliła się w tej produkcji absolutnie wszystkim, na czele z obsadą.

Reżyser „Makbeta” z 2015 roku, aż trzech scenarzystów (w tym Michael Lesslie, też od „Makbeta”), obsada godna pozazdroszczenia, z Jeremym Ironsem, Michaelem Fassbenderem i Marion Cottilard na czele (dwoje ostatnich również grało w „Makbecie”), a na dodatek niezwykle popularna seria gier komputerowych jako podstawa dla historii i wabik marketingowy – co mogło pójść nie tak? Otóż okazuje się, że niemalże wszystko.

Zaskoczyć może choćby fakt, że film „Assassin’s Creed” nie jest nawet jakoś szczególnie efektowny.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną