Recenzja filmu: „Powidoki”, reż. Andrzej Wajda
Bądź wierny
Ten film działa jak przestroga. W czasach panoszenia się „dobrej zmiany” Wajda pokazuje cenę, jaką się płaci za obronę wolności i demokratycznych wartości.
Bogusław Linda w roli Władysława Strzemińskiego
Anna Włoch/Akson Studio/materiały prasowe

Bogusław Linda w roli Władysława Strzemińskiego

Mógł powstać kolejny dramat o burzliwym związku Katarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego. W „Powidokach” wszystko jednak toczy się wokół polityki. To pierwszy tak otwarcie antykomunistyczny film Andrzeja Wajdy opowiadający o tragedii malarza zafascynowanego zjawiskami optycznymi, twórcy unizmu i teorii widzenia, prześladowanego przez władzę za odmienne poglądy.

Na pozór oczywistość. Postawa Strzemińskiego, jednego z liderów międzywojennej awangardy – zastygłego w heroicznym oporze przeciwko socrealizmowi – wydaje się tak nieprzejednana, że aż anielska. Zastraszeni, cyniczni urzędnicy państwowi powielający model wzorowany na radzieckim systemie władzy, są tak przerażająco obojętni i źli, że od razu wiadomo, po czyjej stronie stoi racja. A jednak „Powidokami”, swoim filmowym testamentem, Wajda porusza i przekazuje coś szalenie istotnego. 90-letni reżyser mówi o przykręcaniu ideologicznej śruby, kontroli społecznej wycelowanej w godność.

Powidoki, reż. Andrzej Wajda, prod. Polska, 98 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną