Recenzja filmu: „Captain Fantastic”, reż. Matt Ross

Nowy wspaniały świat
W filmie poznajemy postnewage’owo-hipisowski raj w momencie dramatycznej próby.
Na pierwszym planie Viggo Mortensen w antysystemowej fantazji, szlachetnej i oczyszczającej
Regan MacStravic/UIP

Na pierwszym planie Viggo Mortensen w antysystemowej fantazji, szlachetnej i oczyszczającej

Jak urządzić świat, aby człowiek czuł się w nim szczęśliwszy? Idealnej receptury do dziś nie znaleziono, ale pokusa utopii pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań ludzkości. Rozczarowany konsumpcyjnym szaleństwem współczesnej Ameryki bohater komediodramatu „Captain Fantastic” (nominowany za tę rolę do Oscara Viggo Mortensen) zaszywa się w dzikie otchłanie lasów w zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Wraz z żoną buddystką wychowują poza społeczeństwem sześcioro dzieci w wieku od kilku do kilkunastu lat, poddając je osobliwemu eksperymentowi edukacyjnemu. W życiu codziennym kierują się zasadami świeckiego humanizmu (wolność, równość, demokracja itd.) ze szczególnym naciskiem na poszanowanie natury. Kontestują kapitalizm. Przestarzałe rytuały religijne zastępują lekcjami filozofii (bogiem w ich świecie jest Noam Chomsky). Zamiast nudnego shoppingu w supermarketach uczą polowania na dzikie zwierzęta w celu samodzielnego zdobywania pożywienia. Nie korzystają z elektryczności.

Captain Fantastic, reż. Matt Ross, prod. USA, 118 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną