Recenzja filmu: „American Honey”, reż. Andrea Arnold
Przebudzenie
Odkrycie, że pod elektryzującą, głośną fasadą oraz brudną walką o pieniądze kryją się delikatne, łatwe do zranienia emocje i niemożliwe do spełnienia marzenia, już takiego wrażenia nie robi.
Debiutantka Sasha Lane jako Star
Holly Horner/Gutek Film

Debiutantka Sasha Lane jako Star

Nowy film Brytyjki Andrei Arnold („Fish Tank”, „Red Road”) to jakby dzieło lżejszego kalibru, improwizowane kino drogi o destrukcyjnej sile marzeń dyktowanych przez młodzieżową popkulturę, choć z ogromnymi ambicjami wykrzyczenia całej prawdy o straconym pokoleniu współczesnych, wyrzuconych na margines amerykańskich 20-latków. Nie tak formalnie błyskotliwe jak „Spring Breakers” i, niestety, równie mało odkrywcze w warstwie treściowej. Fabuła przykryta mocnymi brzmieniami modnego trapu opisuje losy bezrobotnej 18-latki z Teksasu o wdzięcznym imieniu Star (pamiątka po niespełnionym marzeniu jej matki). Opiekuje się porzuconym przez matkę młodszym rodzeństwem, jej chłopak to degenerat.

American Honey, reż. Andrea Arnold, prod. USA, Wielka Brytania, 158 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną