Recenzja filmu: „Marsz pingwinów 2: Przygoda na krańcu świata (L’Empereur)”, reż. Luc Jacquet
Podróż w miejscu
Brakuje tu Davida Attenborough, który w mądry sposób skomentowałby te piękne ujęcia.
Kadr z filmu „Marsz pingwinów 2: Przygoda na krańcu świata (L’Empereur)”, reż. Luc Jacquet
Kino Świat

Kadr z filmu „Marsz pingwinów 2: Przygoda na krańcu świata (L’Empereur)”, reż. Luc Jacquet

Ujęcia podwodne z Antarktydy są tu spektakularne. Największe i najwytrwalsze ze wszystkich pingwinów – pingwiny cesarskie, choć niezgrabne na lodzie i cudem wytrzymujące w polarnej zimnicy, pod wodą rozkręcają się jak kulki odbijane we fliperach. Rejestrują to dla „Marszu pingwinów 2: Przygody na krańcu świata” mocne kamery podwodne i czułe mikrofony. Jednak wrażenie ma wzmocnić jeszcze przypisująca pingwinom ludzkie cechy narracja – w wodzie są euforyczne i pełne nadziei, a z tej podbitej dodatkowo orkiestrową ścieżką dźwiękową afirmacji życia reżyser Luc Jacquet nie rezygnuje. W końcu pierwsza część tego najbardziej pozytywnego i bombastycznego z dokumentów o zwierzętach przyniosła mu jednego Oscara i 127 mln dol.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj