Recenzja filmu: „Ptaki śpiewają w Kigali”, reż. Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze

Rany
Oszczędna, minimalistyczna narracja podkreśla medytacyjny charakter zaskakująco skromnego, ale dojrzałego filmu.
Eliane Umuhire i Jowita Budnik w obrazie o bólu i żałobie
Kino Świat

Eliane Umuhire i Jowita Budnik w obrazie o bólu i żałobie

Ostatni film Krzysztofa Krauzego jest zarazem niemal samodzielnym debiutem reżyserskim Joanny Kos-Krauze. To ona wzięła na siebie ciężar większości prac i dokończenia wspólnego projektu. Krzysztof Krauze fizycznie był na planie tylko przez pierwszych kilka dni zdjęciowych, wkrótce zmarł. Kolejne tragedie – m.in. śmierć Krzysztofa Ptaka, jednego z operatorów – mocno zaciążyły na ogólnym klimacie filmu, i tak przecież niełatwego, bo poświęconego ludobójstwu plemienia Tutsi, dokonanemu w Rwandzie w 1994 r. Pochłonęło ponad milion niewinnych ofiar – tego jednak na ekranie właściwie nie zobaczymy, bo tematem filmu nie jest sama rzeź czy koszmar zabijania, tylko ból, który zostaje po śmierci bliskiej osoby; żałoba, która nie może znaleźć ujścia. Wszystko w tym powolnym, pozornie pozbawionym akcji obrazie rozgrywa się w wymiarze psychicznym i trzeba dobrej woli, by to docenić. Jowita Budnik gra polską ornitolożkę prowadzącą w Afryce badania nad malejącą populacją sępów. Uciekając przed zagładą, udaje jej się uratować i zabrać ze sobą do kraju córkę profesora (Eliane Umuhire), z którym była emocjonalnie związana. Nieporozumienia, wzajemna nieufność kobiet, ale też głęboka, choć nieokazywana więź między nimi – wszystko to ma swoje źródło w tej dawnej, trudnej dla obu stron relacji.

Ptaki śpiewają w Kigali, reż. Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze, prod. Polska 2017, 113 min

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj