Recenzja filmu: „Beksińscy. Album wideofoniczny”, reż. Marcin Borchardt

Uniknąć kaktusa
Dokument kładzie nacisk na niuanse rodzinnego życia Beksińskich.
Zofia i Zdzisław Beksińscy filmowani własną kamerą.
materiały prasowe

Zofia i Zdzisław Beksińscy filmowani własną kamerą.

Dokument Marcina Borchardta broni się, mimo że porusza ten sam temat co niedawny wybitny film biograficzny „Ostatnia Rodzina” Jana P. Matuszyńskiego. Jest również historią rodzinną Zdzisława, Tomka i Zofii Beksińskich, ale zmontowaną wyłącznie z archiwalnych materiałów audio i wideo, których zafascynowana technologią zapisu rodzina zostawiła po sobie bardzo dużo. Borchardt nie zdecydował się na włączenie do filmu nawet wspomnień osób znających Beksińskich, nagrania archiwalne uzupełnił tylko przeczytanymi przez lektora fragmentami notatek artysty zebranych na potrzeby książki biograficznej Magdaleny Grzebałkowskiej. 

Beksińscy. Album wideofoniczny, reż. Marcin Borchardt, prod. Polska 2017, 80 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną