Recenzja filmu: „Coco”, reż. Lee Unkrich

Patent na wzruszanie
Nowa animacja Pixara „Coco” jest kolejną mądrą produkcją studia – dla dzieci i dla dorosłych.
„Coco”, reż. Lee Unkrich
Disney/materiały prasowe

„Coco”, reż. Lee Unkrich

Nowa animacja Pixara „Coco” jest kolejną mądrą produkcją studia – dla dzieci i dla dorosłych. Dotyczy niełatwego tematu śmierci bliskich, ale także odcięcia się od ich trudnych doświadczeń przy podejmowaniu decyzji o własnym życiu. Jej bohaterem jest meksykański 12-latek Miguel, który trafia do krainy zmarłych po złamaniu rodzinnego zakazu grania muzyki. Chce tam odnaleźć największego latynoskiego gitarzystę Ernesto de la Cruza, by uzyskać jego błogosławieństwo. Pixar nie tylko po raz pierwszy w swojej historii uczynił bohaterami niebiałych ludzi, ale także w pełni osadził „Coco” w meksykańskiej tradycji religijnej Dia de los Muertos (Święta Zmarłych), wykorzystując jej elementy: fantastyczne, fluorescencyjne stwory towarzyszące zmarłym – alebrijes. 

Coco, reż. Lee Unkrich, prod. USA 2017, 105 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną