Recenzja filmu: „Wojna płci (Battle of the Sexes)”, reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris

Kobieca siła, męskie wyzwanie
Film z humorem, a przy tym bardzo wiernie oddaje seksistowską, mocno napiętą atmosferę tamtych lat.
Emma Stone i Steve Carell pojedynkiem zapowiadają wojnę.
Imperial-Cinepix

Emma Stone i Steve Carell pojedynkiem zapowiadają wojnę.

Na komedię retro twórców oscarowej „Małej Miss” można spojrzeć jak na barwne, wywołujące łezkę w oku widowisko sportowe odświeżające dość kuriozalne, z dzisiejszego punktu widzenia, okoliczności męsko-damskiego pojedynku z 1973 r. Naprzeciwko siebie stanęli Billie Jean King, zwyciężczyni 39 turniejów wielkoszlemowych, wtedy zaś wschodząca gwiazda, i 55-letni Bobby Riggs, hazardzista, playboy, showman, znany z obrażania kobiet, w przeszłości jeden z czołowych graczy tenisowych. Wydarzeniu towarzyszyła bezprecedensowa wrzawa medialna. W tenisowym pojedynku dostrzeżono szansę na symboliczne rozstrzygnięcie upokarzającej wojny. Nie tej prywatnej, tylko toczonej na wielu frontach między walczącym z dyskryminacją ruchem feministycznym a rosnącymi w siłę konserwatystami, wierzącymi w odwieczne panowanie i przyrodzoną wyższość mężczyzn.

Wojna płci (Battle of the Sexes), reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris, prod. USA, Wielka Brytania 2017, 121 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną