Recenzja filmu: „The Florida Project”, reż. Sean Baker

Już nigdy nie będzie takiego lata
Autor filmu wydaje się dobrze rozumieć dzieci.
Brooklynn Prince (z lewej) i Bria Vinaite po prostu się bawią.
Marc Schmidt/m2 Films/materiały prasowe

Brooklynn Prince (z lewej) i Bria Vinaite po prostu się bawią.

Steven Spielberg powiedział kiedyś, że jeśli przesadzi się z próbami aktorskimi u dzieci, ryzykuje się ciężkim przypadkiem przesłodzenia. Ale sześciolatki w tym filmie zachowują się i rozmawiają ze sobą tak, jakby wszystko było niezaplanowane i prawdziwe. Są w niezmącony, idealny sposób szczęśliwe, niezależne od kurateli rodzicielskiej rozbijają się po prostu wzdłuż drogi stanowej na Florydzie, co jakiś czas odskakują „na safari” na niezagospodarowane tereny zielone. Kiedy rozdrażniony menedżer hotelu Bobby (Willem Dafoe w najlepszej roli w karierze) pyta Moonee (Brooklynn Prince w debiucie wróżącym dużą karierę), w co się właściwie bawią, ona odpowiada, że po prostu się bawią. Czuje się tak dobrze, że nie potrafi jeszcze nawet przywiązać wagi do tego, że mieszka na stałe w tanim hotelu obok Disneylandu, w którym zresztą nigdy nie była, a który sprzedaje za 1700 dol. – od czteroosobowej rodziny – obietnicę powrotu do beztroski pierwszych lat życia.

Film wchodzi do polskich kin 25 grudnia.

The Florida Project, reż. Sean Baker, prod. USA 2017, 111 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną