Recenzja filmu: „Party”, reż. Sally Potter

Niepoprawni
W prawdziwej rozgrywce liczą się tylko namiętność, strach, atawizmy, co Potter z wielką klasą i z typowo angielskim humorem celnie obnaża.
Od lewej: Timothy Spall, Cillian Murphy, Emily Mortimer i Patricia Clarkson.
Aurora Films/materiały prasowe

Od lewej: Timothy Spall, Cillian Murphy, Emily Mortimer i Patricia Clarkson.

Przewrotna, zabójczo inteligentna farsa polityczna „Party” podszywa się momentami pod staroświecki dramat zemsty w celu skompromitowania hipokryzji, sztuczności oraz chwiejności postaw brytyjskiego establishmentu. Wystylizowana na opowiastkę retro, ograniczona teatralna przestrzeń, filmowana w czarno-białych ujęciach, wzmacnia dystans, sprzyja skupieniu i obserwacji zmieniających się jak w kalejdoskopie relacji. Film jest portretem grupy przyjaciół, weteranów maja ’68. Zbuntowani anarchiści zdążyli już dojrzeć, założyć rodziny, wejść do parlamentu. Uważają się za oświeconą elitę i męczenników liberalno-lewicowej sprawy. Mają tytuły profesorskie, są partyjnymi liderami, ekologami, uznanymi trenerami personalnymi i uzdrowicielami. Choć wszyscy narzekają, że „demokracja jest skończona”, spotykają się na kameralnym przyjęciu, by pogratulować wyboru gospodyni domu (Kristin Scott Thomas) na ministerialne stanowisko w tworzonym właśnie gabinecie cieni.

Party, reż. Sally Potter, prod. Wielka Brytania, 71 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną