Recenzja filmu: „Atak paniki”, reż. Paweł Maślona

Tykająca bomba
Rozrywka i terapia wstrząsowa na najwyższym poziomie.
„Atak paniki” to zjadliwy portret klasy średniej, ofiar transformacji.
Hubert Komerski/Akson Studio

„Atak paniki” to zjadliwy portret klasy średniej, ofiar transformacji.

Pod fasadą błyskotliwej formy i perwersyjnej zabawy „Atak paniki” skrywa mroczną, zabarwioną czarnym humorem filozofię totalnego absurdu. Przy okazji też oferuje widzom coś bardzo pozytywnego. Wyzwalający śmiech, poczucie ulgi, że ktoś wreszcie docenił wagę frustracji. I dostrzegł oraz umiejętnie wyraził stan znerwicowania nienadążających za marzeniami. Filmowi bohaterowie, nieświadome ofiary transformacji, m.in. przedstawiciele niższej klasy średniej, uginają się pod brzemieniem świeżo nabytych kompleksów w nowym, wspaniałym świecie rozpędzającej się konsumpcji, pogoni za karierą, wszechobecnej iluzji. Właściwie od czasu równie zjadliwych, psychoanalitycznych komedii Marka Koterskiego nie było tak lekkiego i dowcipnego spojrzenia na wybuchową mieszankę tłumionej na wszelkie możliwe sposoby wściekłości, bolesnej niemocy i w pełnej krasie dojrzewającego upokorzenia w duszach Polaków.

Atak paniki, reż. Paweł Maślona, prod. Polska, 100 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną