◊ ◊ ◊ ◊ ◊

Życie ukryte w słowach

Dwójka ciężko doświadczonych bohaterów filmowych kojarzy się nieuchronnie z nieszczęśliwą parą z „Przełamując fale”. Pielęgniarka rewelacyjnie zagrana przez Sarah Polley skrywa w sobie te same pokłady dobroci, miłości i poświęcenia co Bess. Natomiast przykuty do łóżka poparzony robotnik, cudem ocalony z katastrofy na platformie wydobywczej (Tim Robbins), wydaje się być w równie beznadziejnym stanie co mąż Bess.

Paradoksalnie wszystkie te podobieństwa przemawiają na korzyść filmu hiszpańskiej reżyserki Isabel Coixet, która wcale nie nakręciła plagiatu, tylko autonomiczny, chwytający za gardło melodramat, rozegrany w ciasnej, niemal szpitalnej przestrzeni. Liczy się w nim to tylko, co dzieje się między postaciami, z ich emocjami, psychiką, wiarą i zaufaniem.

Grana przez Polley dziewczyna po niewyobrażalnych, traumatycznych przejściach jest wrakiem. Boi się świata, stroni od ludzi, wada słuchu tylko pogłębia jej osamotnienie. Jej pacjent, choć bez większych szans na powrót do zdrowia, udaje króla życia, napawa się wspomnieniami wykwintnych potraw, zmysłowych zapachów, spotkanych kobiet. Jego niekończące się monologi mają przezwyciężać strach przed utratą wzroku i zagłuszać wyrzuty sumienia. Spotkanie tych dwojga, mimo różnic charakterów, temperamentów i doznanego bólu, prowadzi do zbawienia. „Życie ukryte w słowach” obrazuje narodziny miłości ludzi, którym odebrano nadzieję i którzy po doznanej tragedii niewiele znaczą nawet dla samych siebie.

To jedna z piękniejszych historii o przełamywaniu barier, empatii, męczeństwie i duchowym odrodzeniu, jakie pojawiły się ostatnio na naszych ekranach. Film mocno zakorzeniony w rzeczywistości, a jednocześnie urzekający poetyckim spojrzeniem, wrażliwością na ludzką krzywdę. Po prostu piękny.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj